przemyśleń kilka po LGP 2025

Z pewnością można uznać to za niesamowite, że 11-latka pewnego dnia przepadła w jednej dyscyplinie sportu. Trwała w podziwie do tego sportu przez 4 lata w międzyczasie pisząc listy do skoczków z prośbą o autografy, aż w końcu udało jej się namówić mamę na podróż do miejsca, gdzie można poczuć magię tego sportu na żywo. Ta droga na pewno była mi przeznaczona, dzięki temu już trochę wiedziałam, co przynosi mi radość i spełnienie - kontakt z ludźmi z różnych krajów i kultur. I tak jest do dzisiaj.
Przez 7 lat od ostatniego konkursu na żywo wiele się zmieniło. Miało miejsce wiele złych wydarzeń, które udało się jako tako przetrwać. Z jednej strony czuć tęsknotę za tamtą 17-letnią dziewczyną i jej sposobem przeżywania emocji. Z drugiej strony nie sposób wyjść z podziwu dla dzisiejszej mnie, która poukładała sobie tak wiele kwestii w głowie i żyje odrobinę swobodniej, czuje się wolna, choć nadal są momenty, kiedy czuje ogromny żal i bunt wobec świata. 
Powrót i ponowne doświadczenie skoków narciarskich na żywo uświadomiły mi wiele rzeczy oraz dały wgląd na sprawy, które nadal pozostają dla mnie problematyczne. Przede wszystkim pokazały mi jak to jest żyć chwilą i zostawić na chwilę z boku, to, co cały świat uważa albo za nieestetyczne bądź za kluczowe w osiągnięciu sukcesu życiowego, a mianowicie waga i praca. Te dwa pojęcia negatywnie wpłynęły na moje dotychczasowe samopoczucie podczas wakacji, wręcz je zdominowało. Nie mogę zaprzeczyć, że obie kwestie są bardzo ważne, jedna ma wymiar zdrowotny, a druga poniekąd tyczy się przetrwania.
Zaburzenia lękowe, które cały czas są, choć w mniejszym natężeniu, nie pomagają w obiektywnym ocenieniu sytuacji, zdystansowaniu się od tego. Nie pomaga również fakt, że większość rówieśników ma już za sobą pierwsze doświadczenia zawodowe. To sprawia, że czuję jakbym została trochę z tyłu, jednak nie jest to na zasadzie: ale wam zazdroszczę, tylko bardziej: jako młodzi dorośli wkraczamy już w ten etap, więc oczywiste jest, że trzeba to zrobić. Nasz kapitalistyczny świat ceni ludzi, którzy stają się siłą roboczą, postrzega się ich jako niezależnych, dojrzałych, "obrotnych", czyli zaradnych i przedsiębiorczych. 
W powyższej panoramie brakuje miejsca dla wysłuchania ludzi, którzy chcą żyć, a nie tylko przeżyć i ciągle na nie narzekać lub gdy nadarzy się okazja uciekać od takiego życia. I z jednej strony, czuć niesprawiedliwość, bo zapewne tacy ludzie nie mieli wyboru, aby być w takim miejscu jakim jestem ja, to znaczy mieć czas na zastanowienie się i możliwość wyboru. Dlatego być może ten jeden głos powtarza, że jest to swego rodzaju anomalią jeszcze nie pracować, wykorzystywaniem, porażką, nadużywaniem czyjejś dobroci, egoizmem, lenistwem...
Drugi głos - ten bardziej delikatny, mówi, że to w porządku i że będąc już tak wielką szczęściarą trzeba to wykorzystać, być tu i teraz, a nie myśleć o tym, co w przyszłości, po prostu żyć i zignorować głosy, które podpowiadają inaczej. 
To, co teraz przeżywam, zapewne kiedyś zamieni się w wielką ulgę. Podobnie jak było to z presją na posiadanie chłopaka, modelem, który był mi wpajany od wczesnych lat mego istnienia. Zajęło mi wiele lat, aby zrozumieć, że nigdy nie było to moim priorytetem, a zinternalizowanymi głosami innych ludzi, które tyle razy słyszałam. Moimi priorytetami od zawsze były i zawsze będą samorozwój, poznawanie siebie, stawanie się lepszym człowiekiem i przez to zmienianie choć trochę świata na lepsze, poznawanie go, uczenie się o tych, co byli przede mną i nie mieli takich możliwości, jakie ja mam obecnie. 
Zmienianie świata można rozpatrywać i rozumieć w różnych kategoriach - bycie miłym, pomocnym, empatycznym dla ludzi i zwierząt, ale dla mnie to również akceptacja stylu bycia, który przez tyle lat był marginalizowany, a od niedawna powoli zaczyna być rozumiany i nieśmiało tolerowany, tj. bycie introwertykiem, osobą, która nie czuje się komfortowo w wielu sytuacjach, która zawsze dostawała etykietę nieśmiałej, mimo, że w odpowiednim towarzystwie ma najwięcej do powiedzenia. To trudny proces, bo trzeba odróżnić w nim charakter od kompleksów, nad którymi trzeba pracować. To coś, co sama muszę u siebie zaakceptować i pokazać innym, że jest to coś normalnego, a wręcz upiększającego świat, bo dzięki istnieniu takich osób nie jest on homogeniczny. 
Te 2 dni spędzone pod skocznią pokazały mi, że jest miejsce, gdzie całkowicie należę, napełniły pozytywnymi emocjami, motywacją do działania w codziennym życiu i wzmocniły przekonanie o własnej wartości. Musi starczyć na jakiś czas. 
J.

Komentarze