o przygotowaniach do C1 Advanced (CAE)

 cześć!

wakacje trwają, wszystkie oceny widnieją już w USOSie (finally!), dręczące myśli o tym, co chcę robić w przyszłości trochę odpuściły, a ja wracam tutaj z kolejnym postem.

Dzisiaj chcę trochę opowiedzieć o moich przygotowaniach do certyfikatu z języka angielskiego, który planuję zdobyć w przyszłym roku. Pomysł podejścia do takiego egzaminu zrodził się w mojej głowie jakieś 2-3 lata temu. Uważam, że certyfikat na takim poziomie będzie swoistym przypieczętowaniem 15 lat nauki mojego pierwszego języka obcego. Chociaż język angielski nie króluje na liście moich ulubionych języków, zależy mi na płynnym mówieniu w nim, gdyż jest to niewątpliwie lingua franca dzisiejszego świata. 

Przygotowanie do takiego egzaminu to dla mnie kolejne doświadczenie i wychodzenie ze strefy komfortu, gdyż dla tego celu zapisałam się na indywidualne lekcje z języka, czego bardzo chciałam spróbować i przekonać się jak to wygląda w praktyce. 

Poszukiwania korepetytora online trwały jakiś czas, ale ostatecznie znalazłam odpowiednią osobę, która jest egzaminatorem w jednej ze szkół, gdzie przeprowadzane są takie egzaminy, a więc można powiedzieć, że zna strukturę takiego egzaminu od podszewki. Generalnie ajęcia bardzo mi się podobają. Każde spotkanie poświęcone jest konkretnemu tematowi, na przykład travelling, education, etc., i dzieli się na naukę słownictwa i rozwiązywania zadań typowo egzaminacyjnych, związanych z tematem głównym. Dodatkowo, cały czas przeplata się to z ćwiczeniem konwersacji. 

Chociaż zajęcia bardzo mi się podobają, muszę przyznać, że trochę przygnębia mnie mój poziom angielskiego, gdyż sądziłam, że jest on nieco wyższy. Wynika to zapewne z mojego perfekcjonizmu. Chciałabym mówić płynnie od razu, znać wszystkie odpowiedzi do zadań gramatycznych i rozumieć wszystko, co mówią w nagraniach. Niestety, rzeczywistość jest trochę inna, ale przecież było tak nieraz i czuję, że będzie tak i tym razem, że efekt będzie satysfakcjonujący, chociaż droga do niego zajmie więcej czasu. Dlatego staram się cieszyć tą drogą, na spokojnie, bo mam ten przywilej, że mogę to robić i skupić się wyłącznie na tym.

Dotychczasowe zajęcia uświadomiły mi, że edukacja, której się tak bałam, być może nie jest najgorszą ścieżką zawodową, nawiązując do wspomnianych już obsesyjnych i przytłaczjących myśli o karierze. Oczywiście nie mówię, że jestem już na nią w stu procentach zdecydowana, ale nie chcę się już jej bać i deprecjonować. Indywidualne zajęcia pokazały mi jej inną stronę - z miejscem dla drugiego człowieka i sposobu na ujście kreatywności. 

Bardzo cenię zaangażowanie korepetytorki, która po każdych zajęciach zamieszcza mi na Classroomie personalizowaną pracę domową, fiszki oraz materiały, do których mogę ponownie i na spokojnie zajrzeć. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie robiła czegoś ponad to, więc znalazłam już wiele materiałów, które na pewno mi się przydadzą w powtórkach oraz odkopałam książki z angielskiego, które przez te kilka lat obficie kolekcjonowałam i które czekały na swój czas i w końcu się doczekały.

Na swój moment czekają również książki z włoskiego, portugalskiego i francuskiego, ale powoli, na wszystko przyjdzie czas :-).

Komentarze

Prześlij komentarz